Page 78 - Wielka Przygoda, podręcznik klasa 3, część 1
P. 78

Toruńskie pierniki


              W pięknym mieście Toruniu mieszkał Bogumił –
            czeladnik cukiernika, starego Bartłomieja. Wypiekał
            wraz z mistrzem smakowite ciasta, które rozsławiły ich
            rodzinny Toruń na całą okolicę. Podobno to czeladnik
            opracował recepturę znakomitych toruńskich pierników,

            ale nie rozgłaszał tego, bo chociaż biedny jak mysz
            kościelna, to skromny był i uczciwy. Ludzie dziwili się,
            dlaczego Bogumił nie odejdzie od Bartłomieja, skoro taki
            zdolny i pracowity, ale po chwili namysłu zgodnie kiwali
            głowami. Tak, to przecież Katarzyna, córka Bartłomieja,
            trzyma młodego Bogumiła przy starym cukierniku.
              Niestety mistrzowi marzył się na zięcia ktoś równie
            majętny jak i on sam, tak więc, nie bacząc na błagania
            zakochanej córki i prośby Bogumiła o jej rękę,

            pozostawał nieugięty. Zresztą już dawno pozbyłby się
            młodego czeladnika, bo odkąd młodzi pokochali się, nie w smak było mu jego
            towarzystwo. Tylko ten jego talent… Ale niedługo do miasta zawita sam król.
            Będzie więc okazja, aby z wielkim hukiem urządzić wspaniałe oświadczyny.
            Kawaler już wybrany. Nieważne, że dziewczyna go nie chce, bo stary, skąpy
            i szkaradny. Nieważne. Grunt, że bogaty…
              Od rana w mieście gwar panował niecodzienny. Król… to król nadjeżdża.

            Kucharze, cukiernicy, piekarze, rzeźnicy, kwiaciarki i karczmarze – wszyscy
            uwijali się jak w ukropie, aby zdążyć z przygotowaniami na przyjazd króla.
            Jeden tylko Bogumił nigdzie się nie spieszył. Nie udzielił mu się też radosny
            nastrój ogarniający mieszkańców Torunia. Dzisiaj przyjeżdża król. I dzisiaj
            Bartłomiej odda Katarzynkę za żonę staremu rzeźnikowi.
              Chłopak nawet nie zauważył, kiedy znalazł się na łące. Wkoło panowała
            słodka i leniwa cisza, przerywana tylko brzęczeniem owadów. Nagle Bogumiłowi
            wydało się, że coś usłyszał.
              – Pomocy!

              Tak, na pewno coś usłyszał. To od strony maleńkiego jeziorka… Chłopiec
            ukląkł nad wodą, pochylił się. Nigdzie nikogo ani śladu.
              – Tutaj, pomocy… – I wtedy zobaczył maleńką pszczołę, rozpaczliwie próbującą
            wydostać się z wody. Bogumił szybko zerwał więc listek i wyłowił zręcznie
            zmęczonego owada.
              – No i co, maleństwo, pływać ci się zachciało…
              – To wiatr… to wiatr mnie zepchnął z kwiatka – cichutko zabrzęczała

            mała pszczółka.


       76       XII Dbamy o siebie i innych / Skąd się wzięły pierniki?
   73   74   75   76   77   78   79   80   81   82   83